Zgubiony dokument - znalezione znaczenia #118 episode artwork

EPISODE · Jun 9, 2021 · 5 MIN

Zgubiony dokument - znalezione znaczenia #118

from Dziennik Zmian — Miłka O. Malzahn · host Milka O Malzahn

I straciłam ramy, w jakie mnie włożono gdy miałam 18, mówiąc mi,  że od tego momentu jestem dorosła i gdy pokażę papierek, dokument, plakietkę… to każdy mnie potraktuje jak dorosłą. Taaak. Akurat. Ale od tego czasu mam ten dokument przy sobie i odtąd na myśl, że jakoś go stracę, zawieruszę – prowadziła do dużego niepokoju. Bo jak to? Tak bez dowodu? Cała ciasna siatka zależności, loginów pozwoleń i podejrzeń się rozpadnie! Szczególnie silne jest to w czasie podroży... znasz ten lęk o dokumenty? Znasz ten lęk o dokumenty? Znasz ten lęk o dokumenty? Znasz ten lęk o dokumenty? Jedziesz sobie wzdłuż oceanu, czy idziesz górską ścieżką, albo jesz zupę urodżu na zanzibarskim targu i z tyłu głowy masz myśl – dobrze, dobrze, ale gdzie mam dokumenty? Gdzie mój paszport? Czy tu na pewno? Czy w hotelu dokumenty są bezpieczne? W walizeczce specjalna kieszonka, albo plastikowe, nie - skórzane opakowanie noszone na piersi, żeby nic nie zginęło. Nosz kurde! Przecież to mój czas, moja uwaga, moje myśli, są zatrzymywane przez kawałek plastiku, która ma udowodnić, że ja to ja, że z ojca i matki i z ziemi ojczystej, która nazywa się tak czy siak.  I jak mi gdzieś dokumenty zwinie – to stanę się nikim znikąd i żaden kraj, żadna ojczyzna, żadna matka i ojciec się do mnie nie przyznają? Ej, na pewno? No… możliwe. Serio. Ale tak naprawdę nie – nie  jestem typu parametrami, które tam widnieją. A w podróży sama sobie nadaję wiele imion. Nad morzem jestem rodzajem Miłki Wodnej, na łąkach – jestem Kolonizatorką Zielska, o zachodzie słońca  w górach – zamieniam się w miotłę romantyczną (no dobrze, trochę przesadziłam z tą miotłą, romantyzm zostaje). Nie jestem po prostu imieniem i nazwiskiem oraz imionami rodziców! I tak – prawdą jest, że zgubiłam dokument. DOKUMENT. I zaczęła się odklejać ode mnie identyfikacja obywatelska, te numery, bez których no się nie da tego i tamtego, te dane informujące, że wójt zaświadcza, że ja to ja. Wójt. Szanuję, ale bez dokumentu i wójta… Staję się  kosmitką w jakiejś  galaktyce  - bardziej, niż Miłką mieszkanką miejsca i czasu etc Dokument, symbol przynależności pewnie gdzieś poszybował, ale mam nadzieję, że nie posłuży komuś innemu.  Nie o to tu chodzi, żeby ktoś się żywił się moimi danymi 😊, no, chyba że pozwolę, ale nie pozwalam. Bo dane  są wielce zmienne w gruncie rzeczy i szanuję wójta. Tymczasem czuję się uwolniona z tych ram, czyszczenie mojego organicznego dysku  z informacjami pasującymi do dokumentów - łaskocze mój mózg. Oj, nie stworzyła mojego społecznego ja  żadna osiemnastka, nie stworzy i pięćdziesiątka i żadne zdjęcie z osłoniętym uchem nie będzie świadczyć o tym, jaka jestem. To tylko ... karteczka, która i tak straci ważność za jakiś czas. Ulga, wielka ulga Post scriptum. nie namawiam do porzucania dokumentów, tylko do zeskrobania z tegoż dokumentu tej grubej warstwy ważności, sklejenia z nim.  Poza tym – w finale mój dowód się znalazł na naprawdę wielkim lotnisku. I owszem – uznałam to za szczęśliwy traf. Pif-paf. Proces odklejania i tak już ruszył.

I straciłam ramy, w jakie mnie włożono gdy miałam 18, mówiąc mi,  że od tego momentu jestem dorosła i gdy pokażę papierek, dokument, plakietkę… to każdy mnie potraktuje jak dorosłą. Taaak. Akurat. Ale od tego czasu mam ten dokument przy sobie i odtąd na myśl, że jakoś go stracę, zawieruszę – prowadziła do dużego niepokoju. Bo jak to? Tak bez dowodu? Cała ciasna siatka zależności, loginów pozwoleń i podejrzeń się rozpadnie! Szczególnie silne jest to w czasie podroży... znasz ten lęk o dokumenty? Znasz ten lęk o dokumenty? Znasz ten lęk o dokumenty? Znasz ten lęk o dokumenty? Jedziesz sobie wzdłuż oceanu, czy idziesz górską ścieżką, albo jesz zupę urodżu na zanzibarskim targu i z tyłu głowy masz myśl – dobrze, dobrze, ale gdzie mam dokumenty? Gdzie mój paszport? Czy tu na pewno? Czy w hotelu dokumenty są bezpieczne? W walizeczce specjalna kieszonka, albo plastikowe, nie - skórzane opakowanie noszone na piersi, żeby nic nie zginęło. Nosz kurde! Przecież to mój czas, moja uwaga, moje myśli, są zatrzymywane przez kawałek plastiku, która ma udowodnić, że ja to ja, że z ojca i matki i z ziemi ojczystej, która nazywa się tak czy siak.  I jak mi gdzieś dokumenty zwinie – to stanę się nikim znikąd i żaden kraj, żadna ojczyzna, żadna matka i ojciec się do mnie nie przyznają? Ej, na pewno? No… możliwe. Serio. Ale tak naprawdę nie – nie  jestem typu parametrami, które tam widnieją. A w podróży sama sobie nadaję wiele imion. Nad morzem jestem rodzajem Miłki Wodnej, na łąkach – jestem Kolonizatorką Zielska, o zachodzie słońca  w górach – zamieniam się w miotłę romantyczną (no dobrze, trochę przesadziłam z tą miotłą, romantyzm zostaje). Nie jestem po prostu imieniem i nazwiskiem oraz imionami rodziców! I tak – prawdą jest, że zgubiłam dokument. DOKUMENT. I zaczęła się odklejać ode mnie identyfikacja obywatelska, te numery, bez których no się nie da tego i tamtego, te dane informujące, że wójt zaświadcza, że ja to ja. Wójt. Szanuję, ale bez dokumentu i wójta… Staję się  kosmitką w jakiejś  galaktyce  - bardziej, niż Miłką mieszkanką miejsca i czasu etc Dokument, symbol przynależności pewnie gdzieś poszybował, ale mam nadzieję, że nie posłuży komuś innemu.  Nie o to tu chodzi, żeby ktoś się żywił się moimi danymi 😊, no, chyba że pozwolę, ale nie pozwalam. Bo dane  są wielce zmienne w gruncie rzeczy i szanuję wójta. Tymczasem czuję się uwolniona z tych ram, czyszczenie mojego organicznego dysku  z informacjami pasującymi do dokumentów - łaskocze mój mózg. Oj, nie stworzyła mojego społecznego ja  żadna osiemnastka, nie stworzy i pięćdziesiątka i żadne zdjęcie z osłoniętym uchem nie będzie świadczyć o tym, jaka jestem. To tylko ... karteczka, która i tak straci ważność za jakiś czas. Ulga, wielka ulga Post scriptum. nie namawiam do porzucania dokumentów, tylko do zeskrobania z tegoż dokumentu tej grubej warstwy ważności, sklejenia z nim.  Poza tym – w finale mój dowód się znalazł na naprawdę wielkim lotnisku. I owszem – uznałam to za szczęśliwy traf. Pif-paf. Proces odklejania i tak już ruszył.

NOW PLAYING

Zgubiony dokument - znalezione znaczenia #118

0:00 5:53

No transcript for this episode yet

We transcribe on demand. Request one and we'll notify you when it's ready — usually under 10 minutes.

Zero Așteptări Paul Puscas Podcastul nostru, este un refugiu de pace și introspecție în tumultul cotidian și în mijlocul așteptărilor adesea nerealiste ale societății. Ne-am dedicat acest spațiu digital pentru a oferi o platformă celor care doresc să exploreze diverse perspective și să participe la discuții deschise, autentice, fără prejudecăți sau anticipații predeterminate. Fiecare episod pe care îl lansăm este o invitație la reflecție și explorare personală, acoperind o gamă largă de subiecte, de la dezvoltare personală și spiritualitate, la cultură, artă și știință, prezentate întotdeauna într-o manieră acc Cztery pory roku Polskie Radio S.A. Codziennie w podcaście „Cztery Pory Roku” opowiadamy o ważnych sprawach. Prowadzący i reporterzy są tam, gdzie dzieją się interesujące rzeczy. Przenosimy do podcastu tradycję audycji i nowe spojrzenie na świat, to właśnie są cztery pory roku. Alcatraz Radio2 "Fratello, la cosa assurda non è che sono un italiano nel braccio della morte di un carcere di massima sicurezza degli Stati Uniti. La cosa assurda è che tu stai fuori. Che tutti lì fuori siete liberi e state di schifo. Dov'è la tua libertà, tesoro? Nei lager dei quartieri di merda in cui vi hanno ficcato come bestiame, che cosa vi aspettate di diventare, onorevoli? Vi tengono in vita solo perché dovete comprare. Consigli per gli acquisti? Fanculo. Chi di noi due è nel braccio della morte? lo o te? Benvenuto ad Alcatraz, tesoro.” The Soundless Flame Its-all-here A flame that has no fire A song without a sound I Am the deep desire The stillness all around Reveal the core, O Spirit The place no thought can claim Before all worlds inherit I Am the soundless flame

Frequently Asked Questions

How long is this episode of Dziennik Zmian — Miłka O. Malzahn?

This episode is 5 minutes long.

When was this Dziennik Zmian — Miłka O. Malzahn episode published?

This episode was published on June 9, 2021.

What is this episode about?

I straciłam ramy, w jakie mnie włożono gdy miałam 18, mówiąc mi,  że od tego momentu jestem dorosła i gdy pokażę papierek, dokument, plakietkę… to każdy mnie potraktuje jak dorosłą. Taaak. Akurat. Ale od tego czasu mam ten dokument przy sobie i...

Can I download this Dziennik Zmian — Miłka O. Malzahn episode?

Yes, you can download this episode by clicking the download button on the episode player, or subscribe to the podcast in your preferred podcast app for automatic downloads.
URL copied to clipboard!